Adam Burdzy 1907–1947
Adam i Weronika Burdzy · historia rodziny

Noc z 28 na 29 września 1943

Historia ocalenia ks. Romana Dacy, opowiedziana przez świadków i zachowana w rodzinnej pamięci.

ZŁ nr 4, s. 5–6

Poznaj historię ↓
Fotografia grupowa z 1926 roku. Według podpisu źródłowego Adam Burdzy siedzi na krześle.
Adam Burdzy na krześle, 1926 r. ZŁ nr 4, s. 17

W nocy z 28 na 29 września 1943 roku oddział UPA otoczył plebanię w Nowosielcach (dziś Новосільці na Ukrainie), żeby zabić proboszcza, ks. Romana Dacę. Ksiądz przeżył w skrytce pod podłogą, ale banderowcy zamordowali jego matkę i gospodynię. O świcie, ranny i prawie nagi, uciekł przez pola do zagrody Adama i Weroniki Burdzych na kolonii pod stacją. Weronika ukryła go na strychu, Adam urządził mu kryjówkę w sianie. Okolicę patrolowali banderowcy, więc Adam ukrył go na wozie jako „zwykłe siedzenie”. Sam ksiądz tak to opisał:

To jeden dzień z jego życia, opisany dokładniej niż reszta, bo zapisał go ocalony ksiądz. Kim był poza tym dniem, piszę osobno: Adam Burdzy (1907–1947).

„…owinąć snopkiem słomy, związać powrósłem, przykryć derką końską, położyć je na wozie, a potem usiąść sobie na tym siedzeniu…”

ks. Roman Daca ZŁ nr 4, s. 6

Na tym „siedzeniu” Adam przejechał w ciągu dnia przez posterunki banderowców pilnujące stacji Nowosielce–Żurawno i dowiózł księdza do Łukowca Wiszniowskiego, pod opiekę tamtejszej AK ZŁ nr 4, s. 5–6. Opowieść opieram na wspomnieniu samego księdza i na relacji córki Burdzych, Bogusławy Dębickiej. Oba teksty ukazały się w 4. numerze „Zeszytów łukowieckich”. Przewijaj dalej: mapa z 1931 roku pokaże każdy etap tej drogi.

Mapa WIG 1:100 000, arkusz Rohatyn, 1931

Przed: kolonia pod stacją

Adam Burdzy urodził się 14 lipca 1907 roku. Tak zapisano w zaświadczeniu z 11 lutego 1946 roku, wydanym jeszcze za jego życia: „Burdzy Adam syn Józefa i Klary urodzony 14.7.1907” ZŁ nr 4, s. 16. Jego rodzice, Józef i Klara Burdzowie, pobrali się 7 października 1902 roku w Łukowcu Geneteka. Adam przyszedł więc na świat najpewniej w Łukowcu Wiszniowskim, ale jego aktu urodzenia jeszcze nie odnaleziono prawdopodobne. Miał rodzeństwo: brata Floriana i siostrę Karolinę, w rodzinie zwaną „Ciocią Klarą” ZŁ nr 11-12, s. 19 relacja rodzinna. O rodzie piszę na stronie „Ród Burdzych”.

Z zawodu Adam był stolarzem ZŁ nr 4, s. 13. Najstarsze znane jego zdjęcie pochodzi z 1926 roku ZŁ nr 4, s. 17. W 1988 roku ks. Daca zaświadczył, że Adam i jego żona należeli do oddziału AK w Nowosielcach, wydzielonego z 48 pułku piechoty ZŁ nr 4, s. 16.

Weronika z d. Firlit urodziła się 8 maja 1912 roku ZŁ nr 4, s. 16 „w Herzweld pod Berlinem”. Jej rodzice pracowali wtedy w Niemczech, więc tam chodziła do szkoły i znała język niemiecki ZŁ nr 4, s. 13. 10 lutego 1940 roku Sowieci wywieźli z Nowosielec mieszkańców około 20 domów. Była wśród nich cała rodzina Weroniki, z jej matką Józefą Firlit na czele. „Nas cudem minął ten los” — pisze Bogusława ZŁ nr 4, s. 12.

Burdzowie mieszkali „na kolonii w kierunku stacji kolejowej Nowosielce - Żurawno” ZŁ nr 4, s. 5, czyli w przysiółku z dala od środka wsi. W 1943 roku mieli dwoje dzieci: Krzysztofa i Bogusławę ZŁ nr 4, s. 12. Krzysztof był najstarszy; w dokumentach nosił prawdopodobnie imię Krystian, a wszyscy nazywali go „Krzyśkiem” relacja rodzinna. Bogusława urodziła się w 1940 roku ZŁ nr 4, s. 37. Już wcześniej było niebezpiecznie: w grudniu 1942 roku zamordowano organistę Franciszka Petrykiewicza ZŁ nr 4, s. 10.

Plebania: napad

Ks. Roman Daca, ps. „Longin”, był proboszczem w Nowosielcach od 1937 roku ZŁ nr 4, s. 2. W latach 1941–1944 dowodził „rejonem partyzanckim Nowosielce” ZŁ nr 4, s. 10. Tej nocy plebanię otoczył silny oddział banderowców, który miał wykonać na nim wyrok śmierci wydany przez UPA. Jego matka, Helena Dacowa, zdążyła go ostrzec i siłą wepchnęła do ukrytej skrytki pod podłogą jego pokoju. Ksiądz leżał w niej prawie nagi, w wilgoci i pleśni. Słyszał nad sobą kroki, krzyki i strzały ZŁ nr 4, s. 3–5.

Napastnicy nie znaleźli księdza. Zabili jego matkę i gospodynię plebanii, Anielę Strażewską (źródło zapisuje jej nazwisko także jako Stróżewska i Stażewska). Pozostałych domowników pobili za to, że nie zdradzili kryjówki ZŁ nr 4, s. 3–5. O świcie 29 września, w dzień św. Michała, ks. Dacę odnalazł i wydobył ze skrytki pobity parobek, Ukrainiec Fedio Kostyszyn. Kazał mu uciekać, bo napastnicy zapowiadali powrót ZŁ nr 4, s. 3–5 Wikipedia.

Ucieczka przez pola

Ksiądz uciekał przez podwórza sąsiadów, „przez ścierniska, orne pola, łąki”. Przeskakiwał płoty, a czasem druty kolczaste. Sąsiedzi wiedzieli już o napadzie. Wychodzili przed domy, żegnali się i po cichu go pozdrawiali ZŁ nr 4, s. 5.

Między plebanią a zagrodą Burdzych leżał więc otwarty teren rolniczy. Gdzie mogła stać zagroda, piszę na stronie „Zagroda”.

Zagroda: Weronika

W zagrodzie Burdzych wszyscy jeszcze spali. Tylko Weronika krzątała się po obejściu. Na widok księdza krzyknęła:

„Jezus, Maria! Na pewno napadli księdza Ukraińcu!”

ks. Roman Daca, wspomnienie ZŁ nr 4, s. 5

Od razu ukryła go na strychu, obudziła męża i razem przynieśli mu bieliznę i ubranie. Adam urządził w sianie „głęboką, wygodną kryjówkę”. Żonie kazał milczeć, żeby dzieci i reszta domowników nie dowiedzieli się, co zaszło ZŁ nr 4, s. 5. Z kryjówki ksiądz słyszał dzwon na Anioł Pański i widział przez dziurawy dach parafian idących do kościoła ZŁ nr 4, s. 5–6.

„Siedzenie” na wozie

Ksiądz słabł, a w okolicy „robił się wielki ruch”. Trzeba było go wywieźć. Adam zrobił z niego „zwykłe siedzenie”: snopek słomy związany powrósłem i przykryty końską derką ZŁ nr 4, s. 6.

Siedząc na tym snopku, przewiózł księdza przez posterunki ZŁ nr 4, s. 6. Przejazd odbył się za dnia. Później mówiono, że ukraińskie patrole przejrzały podstęp, ale nie odważyły się napaść w biały dzień. W południe w okolicy pojawiły się silne oddziały niemieckiej żandarmerii ZŁ nr 4, s. 6.

Wóz Adama Burdzego; na zdjęciu pozują na nim niemieccy żołnierze. Takim wozem, ze snopkiem słomy zamiast siedzenia, Adam przewiózł ks. Romana Dacę do Łukowca Wiszniowskiego. ZŁ nr 4, s. 17 metryczka zdjęcia →

„Szczęśliwie więc, odważny i zawsze pełen pomysłów i dowcipów oddany mi Adam Burdzy, przemycił mnie jakby tranzytem przez te niebezpieczne drogi do Łukowca Wiszniowskiego”

ks. Roman Daca ZŁ nr 4, s. 6

Posterunki przy stacji

Droga wiodła „przez posterunki banderowców patrolujących całą okolicę, a szczególnie stację kolejową Nowosielce - Żurawno” ZŁ nr 4, s. 6. Stacja stała tam, gdzie dziś jest dworzec „Журавно”. Od środka wsi dzieliło ją około 3,7 km, a od Łukowca Wiszniowskiego około 2,3 km mapy WIG 1931 i AMS 1954. Stare mapy tej okolicy można obejrzeć w „Atlasie”.

Okolica stacji była groźna. Zginęła rodzina Ordonów, która mieszkała przy stacji: żona i troje dzieci. Mąż zdołał uciec ZŁ nr 1, s. 6. Łukowiec leżał „za torem kolejowym w kierunku Żurawna nad Dniestrem” ZŁ nr 4, s. 6, więc wóz musiał przejechać przez tory w pobliżu posterunków.

Łukowiec Wiszniowski

Adam dowiózł księdza do Łukowca Wiszniowskiego (dziś Луковець-Вишнівський), wsi „dużej, rozległej, czysto polskiej”. Oddał go „w głąb lasów, do swoich pewnych ludzi”. Sam wrócił do Nowosielec, do domu ZŁ nr 4, s. 6. Ksiądz wspominał:

„Cała wieś była zmobilizowana i pod bronią, w szeregach Armii Krajowej, pod sprawnym dowództwem Edwarda Polaka.”

ks. Roman Daca ZŁ nr 4, s. 6

W Łukowcu ks. Daca ciężko się rozchorował, a z ran jego stóp wyszły odłamki szkła, gwoździe i druty. Gdy wydobrzał, żołnierze AK pod dowództwem Józefa Pasternaka przewieźli go okrężnymi drogami na stację Bortniki, a stamtąd do Lwowa ZŁ nr 4, s. 6. Ten sam przebieg podaje artykuł niezależny od „Zeszytów” KSI. O wsi i jej samoobronie piszę na stronie „Łukowiec”.

Potem: pożar i ucieczka

Rodzina nie uciekła od razu. Po napadzie, jak pisze Bogusława, „życie Adama Burdzego czyli nasze staje się coraz bardziej niebezpieczne” ZŁ nr 4, s. 12. Dzieci spały na strychu, a pod oknem leżała sterta słomy, żeby w razie napadu wyrzucić je na nią. Raz starszy Krzysztof, obudziwszy się bez rodziców, sam wyrzucił siostrę przez okno i skacząc zwichnął nogę ZŁ nr 4, s. 12. Potem rodzice nocowali z dziećmi w polu, w kartoflisku, i czuwali na zmianę. To ich ocaliło. Jednej nocy usłyszeli łomot i krzyki, a potem zobaczyli ogień: ktoś podpalił ich dom. Z dziećmi na rękach pobiegli do Łukowca, najpierw do Zyburów ZŁ nr 4, s. 12–13.

„Z Nowosielec wynieśli 2 pierzyny, w które zawinięte były dzieci i to co mieli na sobie. Zaczynali od zera.”

Bogusława Dębicka z d. Burdzy ZŁ nr 4, s. 13

Potem zamieszkali u Anny i Jana Kowalów i zostali tam do wyjazdu na zachód ZŁ nr 4, s. 13. Jan Kudłacz, wyliczając rodziny, które schroniły się w Łukowcu, zapisał: „Z Nowosielce — na Łukowiec przyjechały rodziny: Petrykiewiczów, Burdzego Adama i ksiądz Daca” ZŁ nr 18-19, s. 47. W Łukowcu Adam robił głównie trumny. Tam też, w 1944 roku, urodził się Józef, najmłodsze z trojga ich dzieci ZŁ nr 4, s. 13 relacja rodzinna. Dokładna data pożaru nie jest znana nieustalone.

Ks. Daca nie zapomniał Burdzych. W 1947 roku towarzyszył rodzinie w drodze ze szpitala ZŁ nr 16-17, s. 41. W 1987 roku napisał do Weroniki:

Ks. Roman Daca, proboszcz w Nowosielcach, w grupie parafianek i dzieci. ZŁ nr 4, s. 18 metryczka zdjęcia →

„Pamiętam zawsze o Was nie tylko żywych ale i o naszych zmarłych, szczególnie o Twoim mężu śp. niezapomnianym, ofiarnym, dobrym, Adamie!”

ks. Roman Daca, list z 20 VIII 1987 ZŁ nr 4, s. 2

Rok później zaświadczył, że „tak śp. Adam Burdzy, dzielny żołnierz A.K. jak i jego żona Weronika Burdzy zawsze czynnie i ofiarnie nawet z narażeniem własnego życia współdziałali w ruchu oporu” ZŁ nr 4, s. 16. Ksiądz zmarł w Krakowie w 1994 roku jako ks. płk dr, kawaler Virtuti Militari. Pochowano go na cmentarzu Salwatorskim Wikipedia. Dalsze losy Adama i Weroniki opisuję na stronie „Mieczków”.